Kondycja polskich uczelni

kategoria: edukacja wyższa 71 0

Studenci-obrazek_duzy_4066949W Polsce ostatnimi czasy odbywa się ożywiona debata na temat kondycji polskich uczelni. W grę wchodzi bardzo wiele wymieszanych ze sobą wątków. Politycznych, ekonomicznych i z dziedziny socjologii.

Pierwsza ważna sprawa, to fakt, że uczelnie są darmowe. Wiele osób uważa, że przynosi to również negatywne konsekwencje. I rzeczywiście – powszechny dostęp do szkół wyższych i uniwersytetów spowodował niewątpliwy spadek jakości nauczania. Szczególnie dotyczy to kierunków humanistycznych. Na poziom narzekają nie tylko wykładowcy, którzy zostali poniekąd zmuszeni do obniżenia standardów, ale także sami studenci, którzy zauważyli, że po wielu kierunkach nie mają większych szans na zatrudnienie. Nie bez dodatkowego doświadczenia, a o to naprawdę trudno.

Właśnie brak dbałości o praktyki i staże, jeszcze w trakcie trwania studiów, jest ogromnym problemem. Wielu studentów jest w ogóle nieprzygotowanych na realia rynku pracy. Uczelnie nie mają wystarczającej ilości zajęć, które pomogłyby studentom zdobyć kompetencje potrzebne na rynku pracy. Sam dyplom tu nie wystarczy.

Kilka lat temu studia rozpoczął wyż demograficzny. Wtedy na studia humanistyczne zdawało się egzaminy, ewentualnie w grę wchodził konkurs świadectw. Niemniej na wiele kierunków, które dziś świecą pustkami i na które dziś przyjmuje się niemal każdego, wtedy było po kilka osób na miejsce (jeśli nie kilkanaście). Do kierunków tych należą: historia, filozofia, etnologia czy archeologia. Nieco lepiej, ale nie tak dobrze niż 5-10 lat temu, mają się filologie.

Zmiana systemu nauczania, czyli przejście na trzy poziomy studiów, również przyniosło pewne konsekwencje. Mamy teraz 3 letnie studia licencjackie, 2 letnie studia magisterskie oraz studia doktoranckie. Te ostatnie również wyprowadziły wielu absolwentów. Jednak z dyplomem doktora wcale nie łatwiej o pracę. Osób z wyższym wykształceniem jest niestety dużo więcej niż stanowisk, które takiego wykształcenia wymagają. Dlatego nawet po studiach doktoranckich, absolwenci renomowanych, państwowych uczelni pracują dużo poniżej swoich kwalifikacji.

Jednym z głównych problemów wytykanych polskim uczelniom jest stawianie na ilość. I nie chodzi tu jedynie o ilość studentów, a również o ilościowe mierzenie pracy naukowców. Szczególnie tych z dziedzin humanistycznych. Od młodych naukowców wymaga się stosownej liczby publikacji i udziału w konferencjach. Jakość mierzy się teoretycznie poprzez renomę samych konferencji i czasopism. Jednak da się „przebić” nawet najlepszego studenta publikując dużo artykułów o słabej jakości w mniej ważnych czasopismach. Jak więc mierzyć pracę naukową humanistów? Trudne pytanie, ale polskie uczelnie niewątpliwie zapędziły się swoim podejściem w kozi róg.

Poza tym istnieje problem wejścia w świat uniwersytetu. Władze są samowystarczalne, rektorów wybierają sami profesorowie. Świat uczelni od rektora, aż po pracownika najniższego szczebla to swego rodzaju kółko wzajemnej adoracji. Trudno działać samodzielnie, a więc trudno mówić też o niezależnej nauce.

Powiązane z tematem